Jazda poza trasami jest cudowną przygodą. Jednak pierwsze doświadczenia mogą szybko zniechęcić – tym bardziej, jeśli ktoś na trasach czuje się swobodnie, a poza trasami, jak niedołęga. Ale wystarczy znać parę podstawowych zasad, żeby dawać sobie radę całkiem nieźle
Zacznijmy od tego: pokrywa puchu nie przekraczająca 10 cm nie wymaga praktycznie żadnych zmian w technice. Nie warto więc podrygiwać, podskakiwać i robić innych gwałtownych ruchów tylko dlatego, że z boku trasy leżą trzy centymetry świeżego śniegu. Jest to nie tylko całkiem niepotrzebne, ale niezbyt poważnie wygląda. Technika zmienia się dopiero przy głębszym śniegu. A wtedy, przede wszystkim… nie warto podrygiwać, podskakiwać, i robić innych gwałtownych ruchów.
Nie spiesz się zbytnio do zmiany kierunku jazdy. Staraj się stopniowo wprowadzać narty w skręt. Niezależnie od długości skrętu, krótkie, szarpane ruchy przynoszą fatalne skutki. Nawet śmig powinien by jednym, płynnym ciągiem, a nie serią “gestów”.
“Spokojnie” nie znaczy “powoli”. Typowym błędem niedoświadczonych narciarzy jest wykonywanie ewolucji w głębokim śniegu przy równie małej prędkości, co gdyby próbowali tego samego na trasie. Tymczasem tutaj śnieg nie pozwala na dowolne manewry – skręcanie wymaga nieco większej.
Pierwsze dowiadczenia w głębokim śniegu są zwykle podobne. Po kilku metrach jazdy na wprost jest próba skrętu, zakończona “orłem” przez dzioby nart. Parę prób i dochodzimy do wniosku, że środek ciężkości musi być bardziej z tyłu. I rzeczywicie, po chwili już “lekko” płyniemy z dziobami wystającymi nad powierzchnią… tyle tylko, że po jednym zjeździe nogi są jak z waty. To nie (tylko) wina kondycji. Po prostu – to nie tak! Środek ciężkości powinien być nieco cofnięty, ale nachalne obciążanie piętek wyłącznie utrudnia utrzymanie równowagi i skręcanie, oraz rzecz jasna wytrwanie całego dnia na nartach! Można natomiast pozwolić nartom lekko “wyjechać do przodu” pod koniec skrętu, tuż przed odciążeniem, co, przy odpowiedniej wprawie i rytmicznym skręcaniu, może dać wrażenie “falowania” w śniegu.
Wiem, wiem, kazali jechać szeroko. To prawda, nawet poza trasami jeździ się dziś szerzej, niż kiedyś. Jednak puch ma swoją własną estetykę. Szczególnie istotnym czynnikiem jest tu przecież przyjemność, jaka się wiąże z oglądaniem wykreślonych w śniegu esów-floresów. I ładniej wygląda jedna czysta kreska, niż dwie tramwajowe szyny…
Nie każdy głęboki śnieg to puch. Technika zmienia się również w zależności od rodzaju śniegu. Jednak ogólna zasada to: poza trasami stój mocniej na nartach, szczególnie, jeśli nie masz pewności, czy masz przed sobą wyłącznie puch. Wystarczy odcinek bardziej przewiany i puch zmienić się może w twardy, zbity śnieg. Dlatego też jazda poza trasami uczy większej technicznej dyscypliny.
Las wystających kamyków nie powinien zachęcać do szukania w nim korytarza, bo pod cieniutką warstwą śniegu najpewniej kryją się dalsze kamienie. Malutkie wgłębienie w śniegu może oznaczać dziurę, albo przysypany puchem strumyk. Obserwuj otoczenie, ucz się czytać jego znaki.
Freeride to wolność dobrze zaplanowana. Tak więc do kwestii techniki jazdy dochodzą zawsze inne, nudniejsze, ale i ważniejsze problemy związane z poruszaniem się w niezabezpieczonym terenie.